Koliber i osioł

Szedł raz sobie osioł wraz z swym przyjacielem kolibrem. Podróżowali przez ciemny las na ślub króla zwierząt. 
W pewnym momencie koliber odezwał się: 
– Ośle, druhu mój, czyż nie uważasz, że zbyt ubogo się prezentujesz, wszak na ślub lwa zmierzamy. Spójrz tylko na mnie, od mych piór bije blask, godzinami je pielęgnowałem. Wszystko po to, aby zachwycić gości. Natomiast ty – ty mój drogi ośle wyglądasz, czegokolwiek by nie powiedzieć, marnie. Twa szara, miejscami wypadająca sierść źle się prezentuje; dobrze, żeś choć muchę przyodział. 
– Koliberku, zapewne mą naturą nie jest być podziwianym ze względu na piękność, lecz czuję się dobrze ze swoją szarą, wypadającą sierścią. Dobrze prawisz, mówiąc, że na godnych uroczystościach godnie prezentować się należy. Wiedz jednak, że wesele to też zabawa. A jak w szaleńczych pląsach sprawdzą się twoje piękne i bogate pióra niczym złote runo? Mój wygląd, choć nie porywający, jest praktyczny. 
I tak dotarli na uroczystość królewską, pełną przepychu i bogactwa zwierząt zapatrzonych we własne ego, niedostrzegających prawdziwego piękna, nieprzełamujących schematów. Koliber niczym się wśród nich nie wyróżniał; był kroplą w morzu otchłani. Natomiast osioł zwrócił uwagę wszystkich, a gdy przyszło do tańca, nie miał sobie równych. Dzięki temu zaskarbił sobie przychylność królewskiej pary, co zaowocowało uzyskaniem tytułu mistrza tego kunsztu.  

Mateusz Żak kl.1C_G