Lojalność

Zapowiadał się miły dzień. Promienie słoneczne przyjemnie oplatały ciało, a powietrze wydawało się jakby czystsze niż przedtem. Miałem nadzieję, że zobaczysz radość w moich oczach.

Stanąłem na moich czterech łapach i szczeknąłem. Spojrzałaś na mnie i uśmiechnęłaś się sympatycznie. Wzięłaś smycz i wyszliśmy na długi spacer.

Byłem wtedy młody. Wszystko mnie interesowało i ciekawiło. Biegałaś za mną równie szczęśliwa. Naprawdę miły dzień.

Rosłem jak na drożdżach, ty również. Nie pamiętam, kiedy nastała zmiana. Zaczęłaś częściej wychodzić z domu, tylko tym razem beze mnie. Kochałem cię całym swoich serduszkiem i tylko ty się liczyłaś. Cieszyłem się za każdym razem, gdy wracałaś – nawet jeśli  nie było cię tylko przez pięć minut. Głaskałaś mnie, by potem pójść do swojego pokoju i zamknąć drzwi. Często drapałem w nie, ale pewnego razu zostałem skrzyczany i musiałem przestać.

Do domu przychodzili twoi bliscy. Lubiłem ich, ponieważ widziałem, jak bardzo ci na nich zależy. Szybko się przywiązałem i polubiłem te spotkania. Wpuszczałaś mnie wtedy do pokoju, a reszta się mną zajmowała. Kiedy się kończyły, znowu nie miałem do ciebie dostępu.

Mimo wszystko najgorsze były momenty pseudobliskości. Siedziałaś obok mnie i patrzyłaś na coś w dłoni. Nie wiedziałem, czy to normalne. To coś było świecące i zajmowało cały twój czas. A przecież ja byłem obok ciebie.

Czas szybko zleciał i stałem się powolniejszy. Ciebie już nie było w domu, a ja bardzo tęskniłem. Nic nie mogło równać się z tym uczuciem pustki. Bez ciebie wszystko stało się zimne.

Nagle znów się pojawiłaś. Nikt oprócz mnie się z tego nie cieszył. Nawet ty sama. Był jednak taki czas, gdy bardzo smutna leżałaś na kanapie i głaskałaś swój brzuch z czułością. Płakałaś, a ja położyłem się obok ciebie. Zawsze obok ciebie.