Męska sprawa

„Męska sprawa” – pełna goryczy etiuda o zwykłej rodzinie

Oscarowa kategoria Najlepszy Film Krótkometrażowy nie należy do tych najbardziej cenionych przez niedzielnego widza. Czasem jednak warto sprawdzić, jakie filmy biły się o to miano w poprzednich latach. „Męska sprawa” była o krok od wygranej podczas 74. ceremonii wręczenia Nagród Akademii Filmowej, lecz ostatecznie musiała ustąpić innemu shortowi.
Dramat Sławomira Fabickiego opowiada o trzynastoletnim Bartku, próbującym ukryć przed światem fakt, że jest bity przez ojca alkoholika; jednocześnie chłopak stara się opiekować psem, mającym wkrótce zostać uśpionym. Największą siłą tej etiudy jest nieoczywistość postaci; tak naprawdę nikt tutaj nie jest pozytywną postacią. Bartek się „nikotynizuje”, wuefista stosuje kary cielesne wobec uczniów, ojciec znęca się nad rodziną – każda postać ma tu coś na sumieniu; to sprawia, że ciężko nam jest stwierdzić, czy dany bohater na pewno postępuje w najbardziej odpowiedni sposób. Poza tym, każda
z zaprezentowanych w filmie postaci wypada naprawdę autentycznie. Od strony technicznej, nie mogę za bardzo się do czegoś przyczepić. Brudna, czarno-biała Łódź świetnie wkomponowuje się w tę historię. Najciekawszą rzeczą w tym dziele jest bez wątpienia otwartość zakończenia; zostawienie niedomkniętej furtki, aby widz sam mógł się zastanowić nad tym, jak powinna się zakończyć historia Bartka, w tym konkretnym przypadku jest jak najbardziej na miejscu.
Filmy takie jak „Męska sprawa” pokazują siłę kina krótkometrażowego; krótsze historie nie muszą być mniej ambitne od tych z pełnym metrażem. Jest to dzieło jak najbardziej godne obejrzenia, ponieważ mało który film w Polsce porusza ten niezwykle ważny temat, jakim jest przemoc w rodzinie.

Bartosz Adamczyk


,,Męska sprawa” – krzyk rozpaczy w brutalnym świecie

Aby uzyskać emocje u widza, twórcy filmów posuwają się do niesamowitych zabiegów, od niezwykłych efektów specjalnych do pełnych profesjonalizmu sztuczek montażowych czy genialnej gry aktorskiej. Jednak czy tylko to potrafi skłonić widza do refleksji, sprawi, że zapłacze lub zaśmieje się głośno? Sądzę, że nie. Film może nie szokować swoją jakością, grą aktorską lub montażem, ale sam w sobie może być okrzyknięty mianem genialnego choćby dzięki fenomenalnemu scenariuszowi czy reżyserii. Dotąd sceptycznie podchodziłem do takich filmów, jednak, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ,,Męska sprawa” dogłębnie mnie poruszyła. Nie liczyła się tu tylko problematyka filmu, ale również świadomość realizmu sytuacji.
Nazwisko Sławomir Fabicki, nie mówi zbyt wiele dużej części kinomanów. Reżyser urodził się w 1970 roku, w profesjonalnej karierze nakręcił dziewięć filmów. Swoją karierę rozpoczął filmem ,,Noc” z 1996 roku, a póki co zatrzymał się na ,,Bonobo Jingo” powstałym w 2014 r. Jednakże trzy z dziewięciu filmów tego reżysera sięgnęły po najwyższe nagrody. ,,Miłość” to zdobywca siedmiu nagród i dzieło o tematyce romantycznej, poruszający temat tego, jak bardzo błędy przeszłości mogą odbić się na małżeństwie. 2006 rok przyniósł reżyserowi nominację do Oscara oraz dwóch europejskich nagród za film ,,Z odzysku”. Jednak to ,,Męska sprawa” z 2001 roku przyniosła mu największe uznanie. Ta krótkometrażówka zdobyła aż 25 nagród oraz nominację do Oscara.
Akcja filmu wydaje się mieć miejsce w czasach PRL –u lub w latach bardzo zbliżonych do tego okresu. Reżyser dzięki odważnemu zastosowaniu szarych barw, potrafi wprowadzić widza w smutne, ponure życie trzynastoletniego Bartka Idczaka. Przed przejściem do konkretów Fabicki ukazuje nam codzienność nastolatka, mieszkającego praktycznie w slumsach wraz ze swoimi rodzicami oraz młodszym bratem. Matka ciężko pracuje montując lalki, gotując obiady i będąc po prostu głową domu, w przeciwieństwie do swojego męża leżącego całe dnie w łóżku, bezskutecznie szukającego zatrudnienia. Mieszkanie wcale nie przypomina domu, nie ma tam dobrej atmosfery, miłości ani ludzkich uczuć. Oglądając ten obraz, widz ma wrażenie, że wszyscy tam znajdują się przez przypadek. Każdy poza matką traktuje to mieszkanie po prostu jako schronienie, każdy poza nią wydaje się nie przejmować stanem rodziny. Wydaje się, że sens życia Bartka widzimy w scenie w schronisku dla psów, kiedy wraz z młodszym bratem udaje się do celi ,,swojego” psa – Bukieta. Od razu widzimy niezwykłą więź między nimi, chłopiec z ogromnym zapałem stara się dbać o swojego pupila, bezskutecznie starając się go karmić chociaż nędznymi plastrami szynki z kradzionej kanapki. Bukiet to serce chłopaka, jedyna rzecz, o którą on walczy, która daje mu szczęście i sprawia, że jego życie ma jakiś sens. Mamy również wprowadzenie do jego sytuacji w szkole pełnej brutalności, niedojrzałości i agresywnej polityki nauczycieli wobec uczniów. O ile piłkarsko Idczak wygląda na nieoszlifowany diament oraz wielki talent w oczach trenera zespołu, o tyle jego sytuacja z innych przedmiotów szkolnych wygląda dramatycznie. Ukazanie twardych zasad panujących na boisku, walka o hierarchię w zespole oraz szacunek rówieśników sprawia, że każdy potrafi się z tym utożsamić, gdyż każdy z nas chociaż raz w życiu uległ presji otoczenia. Jest ona tak silna, że chłopak musiał złamać własne zasady okaleczając ciało kolegi z drużyny, gdy ten przegrał wyzwanie. Bartek chciał tego uniknąć, ponieważ sam jest bity przez swojego ojca za najmniejsze wykroczenia. Raniąc kolegę chociażby zwykłym kopniakiem sprawia, że staje w jednym szeregu ze swoim ojcem brutalem. Chłopiec nawet w szkole musi walczyć o życie i godność, staje przed ciężkimi wyborami, które niezależnie od decyzji poniosą za sobą poważne konsekwencje. Postawa trenera, który grozi, że uda się do jego rodziców, gdy ten nie zagra w finale pucharu sprawia, że nawet my sami wątpimy w aż tak realistyczną brutalność dzisiejszych czasów. Bartek kradnie, lecz robi to dla dobra psa, uzależnia się od nikotyny, lecz to sprawia, że się uspokaja. Mamy klasyczny tragizm, chłopiec nie może wybrać jednoznacznej drogi, gdyż cokolwiek wybierze, jego wybór skończy się negatywnie. Wspomniana brutalność ojca jest najważniejszym problemem filmu, to symbol tragedii życia głównego bohatera cierpiącego katusze nie tylko w głębi duszy, że nie jest w stanie zmienić swojego życia na lepsze, ale również ból jaki sprawia mu ojciec podczas ranienia i obtłukiwania go pasem lub rurką. Kiedy wydaje się nam, że sytuacja skończy się tragicznie (po rozmowie trenera z Bartkiem), okazuje się, że reżyser kompletnie nas zaskakuje. W pamięci szczególnie zapadł mi kadr, gdy szkoleniowiec patrzy na szafę pełną wycinków z gazet z jego zasługami. ,,Kolejny sukces Kwiatkowskiego” oraz inne liczne komplementy z gazet sugerują nam, że trener czuje nad sobą presję otoczenia; nie tak ostrą, jak młody Bartek, ale czuje się zobowiązany do osiągania zwycięstw. Możemy tutaj się jedynie domyślać, czy trener istotnie również znajduje się w tym fatalnym kręgu ludzi zniszczonych ciągłym naciskiem sił wyższych czy może jest zwykłym egocentrykiem, który myśli tylko i wyłącznie o sobie. Postać trenera Kwiatkowskiego jest niesamowicie dynamiczna i barwna, wiele od niej zależy. Nawet ,mimo że nie jest dyrektorem, wydaje się, że los wszystkich chłopców z zespołu znajduje się w rękach szkoleniowca. Rozmowa trenera z rodzicami Bartka okazuje się niezwykle sympatyczna, a ojciec nawet decyduje się na swego rodzaju gest miłości wobec syna, są to ,niestety, w istocie miłe złego początki. Chłopiec dowiaduje się w kolejnych scenach, że właściciel schroniska zamierza uśpić Bukieta. I niestety trzeba się z tą decyzją zgodzić, gdyż pies zajmuje miejsce w schronisku, a dodatkowo nie jest w stanie samodzielnie jeść. Bartek desperacko walczy o życie jego jedynego przyjaciela, lecz pies zachowuje się, jakby chciał mu wprost powiedzieć: ,,To już koniec. Nie mam więcej sił”. Ostatnia próba nakarmienia pupila pokazuje niesamowitą walkę o zdrowie, o życia i resztki moralności w pustym świecie agresji i nienawiści.

Punkt zwrotny filmu to bez wątpienia scena na boisku, gdy rozwścieczony zachowaniem Bartka Kwiatkowski zdziera siłą z ucznia trykot ŁKS-u. Scena ma miejsce na oczach całej drużyny, a akt walki między ludźmi szokuje wszystkich. Zdzierając ubranie z młodego napastnika, trener dostrzega potworne rany na ciele podopiecznego. Szok trenera jest wręcz poruszający, aż chce się krzyknąć: ,,I co teraz powiesz?!”. Scena ma niesamowity klimat, dziesięciu młodzieńców i jeden mężczyzna patrzą na poniżonego nastolatka, po którym spływają krople deszczu. W tym jednym momencie wszystko staje się jasne, wszystko nabiera sensu, a uśmiech triumfu na twarzach widzów widzących zdziwienie trenera miesza się ze łzami i litością dla tak okrutnego losu chłopaka. To był moment, gdy Bartek został pozbawiony wszelkiej godności, szacunku… Nietrudno się domyślić, jak wygląda kolejna i ostatnia scena filmu: rozwścieczony trener wpada do mieszkania Idczaka i wymierza sprawiedliwość ojcu. Podążając śladem młodszego brata dociera ostatecznie do Bartka, zamkniętego w klatce schroniska wraz z Bukietem. Scena przepiękna, budząca współczucie dla marnego losu chłopaka, ukazanie zrozumienia na swój własny sposób dla Kwiatkowskiego i ostateczne końcowe zbliżenie na twarz chłopca i pysk Bukieta… ostatnich dwóch przyjaciół, będących dla siebie rodziną, jakiej obaj nie mogli mieć.
Długo zastanawiałem się, dlaczego ostatni akt miał miejsce w schronisku. Czy chodziło o powierzchowną tęsknotę za towarzyszem? A może o miejsce, na które nikt nie wpadnie, bo los chłopaka nikogo nie obchodził? Sądzę, że sens tej sceny jest głębszy. Klatka okazuje się jedynym miejscem, gdzie nikt go nie zrani, zamknięta na klucz, odcięta od zła świata, przemocy, bólu i nienawiści. W środku znajdują się dwie istoty, które kochają się całym sercem i tylko one rozumieją, czym jest przywiązanie. Wokół nich znajdują się inne cele, pełne głośno szczekających, ujadających czy to z głodu czy to z cierpienia psów. A co jeśli każda inna klatka to kolejny dom, kolejne mieszkanie, w którym kolejne dziecko błaga o pomoc, jednak każdy to ignoruje i idzie dalej przed siebie…

Sens filmu to bez wątpienia przesłanie do wszystkich uciśnionych dzieci, które cierpią z powodu niesprawiedliwości życia oraz tyranii nieodpowiedzialnych rodziców. Jest to wiadomość do wszystkich rodziców, którzy bijąc sądzą, że zdobywają wśród pociech szacunek oraz zachęcają je do wyjścia na ludzi. Wiele osób myśli, że nasze nastoletnie życie to tak naprawdę imprezy, liczne swobody, brak odpowiedzialności oraz spokojne życie. Mnie się poszczęściło, bo żyję w domu, w którym wyznajemy wartości lepsze niż przemoc czy radykalizm, lecz mam świadomość tego, że w którymś z domów – nieważne czy w moim mieście czy na końcu Polski – znajduje się trzynastoletnie dziecko, które właśnie robi sobie zimny okład na swoje zakrwawione, poranione plecy.

Michał Korek 1E