Moje spotkanie z panem Keatingiem

Dzisiaj zaczynaliśmy pierwszą lekcję z panem Keatingiem. Na ostatnich zajęciach miałem wrażenie, że jest dziwny, w sumie nie tylko ja tak uważałem. Każdy chłopak wszedł do sali i usiadł na swoim miejscu. Nagle po klasie zaczął rozlegać się dźwięk gwizdania nauczyciela.
– Witam – powiedział Keating i usiadł przy swoim biurku. Miał na sobie szary garnitur, a włosy ładnie uczesane. Wyglądał bardzo elegancko, z resztą jak każdy w tej szkole.
– Dobrze, więc otwórzcie swoje książki na stronie dziesiątej wstępu – wskazał wzrokiem na Neila.
– Neil, przeczytaj proszę.
Chłopak zaczął czytać, każdy był skupiony i uważał. Profesor zaczął rysować na tablicy wykres, w tym samym czasie kiedy Neil czytał na ten temat. Zauważyłem, że jeden z uczniów przepisywał wszystko z tablicy. Zrobił to doskonale. Pomyślałem, że zacznę również przerysowywać to, co pisał pan Keating. Kiedy Neil skończył czytać, nauczyciel przerwał pisanie.
– Bzdury! – krzyknął na całą salę.
– Wyrwijcie tę stronę, zniszczcie cały ten rozdział. Po chwili każdy zaczął drzeć kartki papieru. Tylko ten chłopak, który wcześniej robił wszystko perfekcyjnie, nic nie zrobił.
– Nie można niszczyć podręczników – powiedział z przerażonym wzrokiem.
– Zwariowałeś? Drzyj! – powiedział rozbawiony Neil.
Nagle otworzyły się drzwi klasy i wszedł do niej jeden z nauczycieli.
– Co tu się dzieje?! – krzyknął całym swoim głosem.
– Dzień dobry, ja prowadzę tutaj lekcję – odpowiedział pan Keating.
– Dobrze, myślałem, że uczniowie są bez opieki. Przepraszam za najście – rzekł i po chwili nauczyciel wyszedł.
Pan Keating przyniósł z zaplecza wielki śmietnik, do którego wyrzuciliśmy podarte kartki papieru. Nagle po korytarzach i salach szkolnych rozległ się dźwięk dzwonka. Uczniowie po kolei wyszli z sali, a później rozeszli się.

                                                                                                              Zuzanna Rapior III dg