Świat jest teatrem, aktorami ludzie

Uważam, że każdy z nas otrzymał jakąś rolę już w chwili narodzin. Stał się córką, synem, siostrą, bratem, wnuczką, wnukiem i nie miał na to wpływu; po prostu wskoczył na scenę. Wtedy zaczął poznawać swoje pole manewru. Mógł się wiele natrudzić, wyciskać z siebie siódme poty, by odegrać swoją rolę jak najlepiej, ale mógł też to zbagatelizować lub nawet porzucić kwestię, ewentualnie oddać ją komuś innemu.
Kiedyś natrafiłam na wywiad z amerykańską tenisistką, Venus Williams, w którym padły słowa: „My first job is big sister and I take that very seriously”. Wzięła swoją rolę na poważnie. Przecież można powiedzieć, co trzeba i najzwyczajniej w świecie iść do domu. Ale gdzie tu wczucie się w rolę? Tu już nie chodzi o światła, scenę, muzykę. Czasami życie nadaje nam zupełnie nowe role; stajemy się matkami dla dzieci, z którymi nie jesteśmy spokrewnione w najmniejszym stopniu, siostrami dla przyjaciół, ale na co dzień możemy też był miłymi sąsiadami, uśmiechniętymi klientami w sklepie, spokojnymi pasażerami w autobusie czy zwykłymi przechodniami przekraczającymi ulicę tam, gdzie należy.
Ważne też są wzorce; początkujący aktorzy naśladują hollywoodzkie gwiazdy – stajemy się dobrymi matkami, jeśli nasza własna rodzicielka da nam właściwy przykład. Chcemy odegrać swoje role tak, by odbiorcy poczuli dreszcze, tak jak my kiedyś, oglądając występy starszych. Nie możemy kłócić się z własną naturą i podważać istnienia ról.

Martyna Witek kl. 1c