Tajemniczy głos zza muru

Niekiedy spotyka się opinie, jakoby na tym świecie nie istniało nic wykraczającego poza granice ludzkiego poznania. Jednak równie często słyszy się historie, których nie sposób wyjaśnić racjonalnymi metodami, a przynajmniej tak się o nich mówi. Nawiedzone domy, w których meble same się przesuwały, pogłoski o rzekomym UFO lub dziwne postaci uchwycone na zdjęciach. Internet jest pełen różnych materiałów poruszających tego typu paranormalne tematy, a co jakiś czas aż huczy o kolejnym niewyjaśnionym zjawisku.
Takie dziwne zdarzenie miało miejsce również w pewnej małej wsi o nazwie Zalesiany położonej na południu Polski. Na co dzień było to spokojne miejsce, w którym zajmowano się głównie rolnictwem. Mieściła się tam także mała kopalnia soli, do której w okresie letnim napływały tłumy turystów. Ze wszystkich stron otoczona lasami i górami mieścina była oazą spokoju. Wszystko jednak zmieniło się w jednym momencie.

Historia braci Zasławskich

W 2018 roku całym krajem wstrząsnęła informacja o niecodziennym wydarzeniu, które miało miejsce na południu Polski. „Dwunastu braci usłyszało dziewczęcy głos zza muru. Zakochali się w nim i postanowili ją uratować, niszcząc tę przeszkodę. Niestety zmarli z wycieńczenia, niczego się o dziewczynie nie dowiedziawszy. Po zgonie braci trud burzenia podjęły ich cienie. W końcu, po śmierci cieni, cel osiągnęły młoty – rozwaliły mur. Za nim nie było jednak dziewczyny.” Taką historię można było przeczytać w wielu polskich gazetach, mówiono o tym w telewizji, a z Internetu masowo wylewały się artykuły na ten temat. Kiedy dowiedziałam się o tak niezwykłych wydarzeniach, momentalnie postanowiłam wybrać się w podróż w celu zebrania większej ilości informacji dotyczących tej miejscowości, dwunastu braci oraz tym słynnym murze. Byłam niezwykle zaintrygowana i poczułam nieodpartą potrzebę zgłębienia tej dziwacznej historii.
Gdy dotarłam na miejsce, od razu poczułam niepokojącą atmosferę panującą na nienaturalnie opustoszałych uliczkach miejscowości. Tu i ówdzie krzątali się dziennikarze, słychać było odgłosy zwierząt gospodarskich, a na ryneczku stało paru sprzedawców ze swoimi produktami na sprzedaż. Dzień był przyjemny, słońce ogrzewało wychłodzony po zimie świat, pierwszy raz od dłuższego czasu było słychać śpiew ptaków. Jednak mimo tej pięknej pogody mieszkańców na ulicach nie było zbyt wielu. Postanowiłam zapytać o to dziwne zjawisko pewnego pana, który siedział w swoim ogródku przy domu. Okazało się, że ludzie zwyczajnie boją się wychodzić ze względu na przerażające wydarzenia zeszłego tygodnia. W drodze do miejsca mojego noclegu minęłam ruiny otoczone policyjnymi taśmami. Domyśliłam się, że to właśnie pozostałości po tym słynnym murze.
Pierwszego dnia mojego pobytu w Zalesianach udałam się w okolice domu dwunastu braci w celu rozejrzenia się i ewentualnego podpytania ich sąsiadów o zaistniałą sytuację. Mieszkali oni na krańcu wsi w dużym, starym domu. Całkiem możliwe, że został wybudowany jeszcze przed II wojną światową. Wokół domu leżało mnóstwo drewna i siekier. Znajdował się tam również kurnik, zauważyłam, że nadal były tam jajka. Zajrzałam do paru okien na parterze. Wnętrze domu wyglądało jakby jego mieszkańcy opuścili go nagle i w pośpiechu, zostawiając wszystko w nieładzie.
Postanowiłam zapukać do sąsiedniego domu, licząc na to, że zdobędę tam trochę cennych informacji. Drzwi otworzyła mi starsza kobieta, która przedstawiła się jako Michalina Nowak. Wyglądała na przygnębioną. Po krótkiej rozmowie zgodziła się odpowiedzieć na parę moich pytań.

[Ja]: Co wie pani o braciach, którzy mieszkali w sąsiednim domu?
[Pani Michalina]: No cóż, wiem bardzo dużo o Zasławskich, ponieważ najmłodszy z nich często przychodził do mnie na herbatkę i ciasteczka, bardzo lubił ze mną rozmawiać. Czasem miewałam wrażenie, że biedak czuł się osamotniony… No, ale do rzeczy. Sprowadzili się do naszej małej mieściny parę lat temu, bodajże pięć albo i sześć… Nie jestem pewna, wiek robi swoje. Zajmowali się wyrębem drewna z pobliskiego lasu na potrzeby całej wsi, a później sami dowozili to drewno pod każdy dom. Ludzie ich lubili, cała dwunastka zawsze była bardzo uprzejma dla wszystkich. Któregoś dnia, gdy Piotrek (najmłodszy z braci) do mnie przyszedł, zaczął opowiadać o ich życiu przed przeprowadzką do Zalesian. Wyznał, że stracili rodziców w strasznym wypadku, zginęli w katastrofie lotniczej. Kiedy to się stało, najstarsi bracia musieli przejąć opiekę nad młodszymi. Na początku było im ciężko, jednak jakoś wyszli na prostą. Mimo tego często widać było smutek w ich oczach. Myślę, że tak naprawdę żaden z nich nie pozbierał się po tej okropnej stracie…
[Ja]: Och, to przykra historia… Czy rozmawiała może z nimi pani na kilka dni przed tą straszną tragedią? Czy zauważyła pani pewne dziwne elementy w ich zachowaniu?
[PM]: Tak, rozmawiałam. Rzeczywiście cała dwunastka zachowywała się inaczej niż zwykle. Ciągle gdzieś biegali w pośpiechu, słyszałam też, że mówili o uratowaniu jakiejś dziewczyny, a sam Piotrek przyszedł do mnie na chwilę. Był bardzo podekscytowany, mówił coś o tym, że niedługo staną się bohaterami, że zburzą mur, zza którego słychać głos. Mało z tej jego paplaniny zrozumiałam, mówił nienaturalnie szybko. Dodatkowo miał bardzo mocno rozszerzone źrenice.
[Ja]: W takim razie, kiedy widziała ich pani po raz ostatni?
[PM]: W noc, w którą zmarli. Obudził mnie hałas dobiegający z podwórka, więc wstałam i wyjrzałam za okno. Zobaczyłam jak cała dwunastka szła gęsiego, każdy z nich trzymał wielki młot. To było bardzo dziwne, tak samo jak ich zachowanie w poprzednich dniach.
Po rozmowie z panią Michaliną wiedziałam już całkiem dużo o braciach Zasławskich. Teraz musiałam dowiedzieć się, co wywołało takie nietypowe zachowanie mężczyzn, które doprowadziło ich do śmierci. Ale zanim się za to zabrałam, postanowiłam odwiedzić miejsce, w którym niegdyś stał mur, zburzony przez braci.

Słynny mur

Gdy tam dotarłam spotkałam spore grono dziennikarzy oraz policjantów i prokuratorów odpowiadających na ich pytania. Postanowiłam skorzystać z tej okazji i posłuchać odpowiedzi, a może i zadać własne pytanie.
[Dziennikarz 1]: Czy są postępy w dochodzeniu, co spowodowało dziwne zachowanie braci?
[Policjant]: Niestety nie wiemy zbyt dużo na ten temat. Pozostaje to dla nas zagadką.
[Dziennikarz 2]: Co z tajemniczymi cieniami i rozmawiającymi ze sobą młotami?
[Policjant]: Myślę, że ze spokojem możemy stwierdzić, że były to tylko niedorzeczne plotki, które zostały rozpowszechnione przez starszych ludzi z Zalesian. Nie od dzisiaj wiemy o ich skłonności do tworzenia przedziwnych historii i nadinterpretacji pewnych faktów.
[Ja]: Czy mógłby mi pan odpowiedzieć na pytanie odnośnie sekcji zwłok braci Zasławskich? Mianowicie: czy nie wykryto może w ich krwi substancji psychoaktywnych?
[Policjant]: W krwi zmarłych nie znaleziono żadnych narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych.

Kiedy dowiedziałam się wszystkiego, co było mi na tamten moment potrzebne, udałam się do lokalnej biblioteki. Chciałam zgłębić temat zburzonego przez Zasławskich muru, ponieważ gdy rozmawiałam z panią Michaliną, wspomniała o tym, że był on ważny dla całego miasteczka. Natrafiłam tam na pewien artykuł w lokalnej gazecie. Opowiadał on o pięknym ratuszu, który został wybudowany w centrum Zalesian w 1938 roku. Był naprawdę oszałamiający. W ten budynek zainwestowano mnóstwo pieniędzy, miał się on stać symbolem tej miejscowości. Gdy powstał, mieszkańcy momentalnie go pokochali i przepełniała ich duma. Jednak ratusz nie pozostał tam na długo, ponieważ nadeszła II wojna światowa, która doszczętnie zniszczyła całą wieś. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Po wojnie okazało się, że ostał się jeden jedyny mur. Był on niesamowicie długi i wcale nie wyglądał jakby przetrwał bombardowanie. Można by rzec, że był w idealnym stanie. Dla mieszkańców Zalesian, którzy ledwo uszli z życiem w czasie wojny, stał się symbolem przetrwania. Pozostał nim przez wiele lat, aż nie zburzyli go bracia Zasławscy.
Kiedy wychodziłam z biblioteki, moją uwagę przykuła informacja na drzwiach, mówiąca o awarii rur wodociągowych przy ulicy Polnej w Zalesianach. To właśnie tam mieszkali Zasławscy! Poczułam nagłą potrzebę by porozmawiać o tym z kimś z prokuratury lub policji.

Rury wodociągowe winne tragedii

W ciągu kilku kolejnych dni cała sprawa się wyjaśniła. Po zobaczeniu ogłoszenia na drzwiach biblioteki udałam się na komisariat policji, by zapytać, czy odpowiednio przyjrzano się zepsutym rurom doprowadzającym wodę do domu braci Zasławskich. Funkcjonariusz, z którym rozmawiałam przyznał, że tego nie zrobiono i natychmiast zalecił pobranie fragmentów owych rur i wysłanie ich do laboratorium. Gdy przyszły wyniki, okazało się, że zepsute rury razem z wodą stworzyły toksyczną substancję, która ma bardzo negatywny wpływ na zdrowie człowieka oraz wykazuje właściwości halucynogenne. Dotyczyło to tylko rur doprowadzających wodę do domu dwunastu braci. To wyjaśniało, skąd wzięło się ich dziwne zachowanie oraz dlaczego słyszeli głos dziewczyny zza muru. Zastanawiający jest jedynie fakt, że u wszystkich wystąpiły te same omamy, lecz możliwe, że pod wpływem tej substancji, wszyscy byli podatni na sugestie jednego z braci.

Jak się okazuje, niekiedy najdziwniejsze zjawiska mają najprostsze wyjaśnienie.