Wesele w Lipach

Byliśmy na weselu Macieja Boryny. Relacja z pierwszej ręki

Rok Pański 1883
Było to późną jesienią, gdy trwały przygotowania do ożenku jednego z najbardziej majętnych gospodarzy w całej wsi. Mowa tu oczywiście o niejakim Macieju Borynie.
Słońce z wolna zanikało pod horyzontem, gdy weselnicy opuszczali wójtową izbę. Pełen barw pochód ruszył przez wieś, niosąc ze sobą śpiewy i muzykę. Po doprowadzeniu gości do domu weselnego, kapela zawróciła po Borynę. (Pan „młody” prezentował się wręcz wybornie.) Był pełen wigoru. Muzykanci wraz z Maciejem ruszyli w stronę domu Dominikowej, gdzie zostali zaproszeni wyłącznie najbogatsi gospodarze.
Po odebraniu błogosławieństwa młoda para pośpieszyła do kościoła. Ceremonia odbyła się szybko i sprawnie, w akompaniamencie skocznych melodii granych przez organistę.
Po przybyciu do domu weselnego rozpoczęła się huczna zabawa. Ach, cóż to była za biesiada. Pełno jedzenia i odurzających trunków. Izba trzęsła się od rozmów, kłótni, oraz śmiechów. Podczas gdy większość biesiadowała w najlepsze, w małej izbie kobiety przebierały pannę młodą. Niedługo później, Jagnę wprowadzono i zdjęto z jej głowy białą płachtę, a weselnikom ukazał się małżeński czepiec. Ponownie ruszono w tany.
Po tańcach oraz pozostałych ceremoniach, przyszedł czas na zbieranie pieniędzy do czepca. Zdarzały się datki nawet tak hojne jak złote monety! Wówczas biesiadnicy byli już zdrowo upici, a zabawa zbliżała się ku końcowi.

Arkadiusz Molęda 2c