A co na to dyrektor?

Mimo że dzisiejszy dzień zaczął się wręcz idealnie, szybko mój nastrój popsuł się, a resztki zadowolenia przepadły w natłoku chaosu szkolnego życia. Jak zwykle pogoda dziwnie naśladowała moje samopoczucie, ponieważ po lekcji Keatinga, którą postanowiłem obserwować, zaczął wiać chłodny wiatr.
Od samego początku wiedziałem, że on coś knuje, bo podczas mojej codziennej przechadzki po szkole zauważyłem, że wyprowadza uczniów z klasy. Skandal! Tracą cenny czas lekcji na przemieszczanie się (i robienie przy tym hałasu). Ale pomyślałem, że w końcu to nowy nauczyciel i należałoby dać mu szansę, więc bez komentarza śledziłem go aż do dziedzińca szkolnego. Nie wiem, czy mnie zauważył, ale chyba całą uwagę skupił na klasie, bo nie zobaczyłem żadnej reakcji z jego strony. Kazał chłopcom chodzić na dziedzińcu.
 W oczy raził chaos, jaki natychmiast zapanował: jeden z uczniów nie chodził, kilku tworzyło grupy, generalnie wyglądało to jak rój pszczół kłębiący się w ulu. Keating zamiast ukarać ucznia, który stwierdził że jest zbyt genialną jednostką by posłuchać polecenia, pochwalił go. Za nieposłuszeństwo wobec nauczyciela! Musiałem być czerwony na twarzy, przez irytację i niezrozumienie głupot, jakie gadał Keating. Następnie, zamiast przywołać wszystkich do porządku i ustawić ich w równych rzędach, ten wariat zaczął mówić im, że nie należy podążać za grupą i szukać nowych ścieżek, by nie poddawać się wpływom społeczeństwa, nonsens tego typu. Chciałem do niego podejść i nim potrząsnąć. Tacy marzyciele nigdy nie osiągają nic w życiu! To porządek i dyscyplina prowadzą do sukcesu i doskonałości, nie artystyczny bałagan i wielkie słowa, które tak naprawdę nic nie znaczą. Wystarczy spojrzeć na artystów w tych czasach – siedzą w łachmanach pod ścianami czy murami i mówią o wyższych celach czy (co jest jeszcze gorsze) krytykują potęgę dyscypliny i pracy w ustalonym wcześniej systemie. Słuchając Keatinga i patrząc na wyraźnie zachwyconych uczniów, poczułem jakby moja szkoła schodziła na psy. Opuściłem dziedziniec, i szybkim krokiem ruszyłem do swojego gabinetu.
 Rozsiadłem się za biurkiem, oddychając powoli dla uspokojenia i niemal od razu chwyciłem ten pamiętnik, aby przelać swoje wzburzenie na papier.
Czy Keating w tej szkole to był błąd? Czy tradycja ustąpi nowatorskim, niedziałającym metodom nauki? Moim zadaniem jest pilnowanie, by szkoła działała tak, jak działa od lat. Zmiana metod nauki sprawiłaby, że zaniżyłby się poziom. Nie mogę do tego dopuścić.
uczennica klasy 3b (Gimnazjum)