Czy my, ludzie mamy na coś wpływ?

Jako ludzie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, w jaki sposób nasze działania wpływają na nasz los, który niczym fatum zawieszony jest nad naszymi głowami i choćbyśmy ze wszystkich naszych sił starali się zmienić przypisane nam przeznaczenie, nasze wcześniejsze decyzje oraz zachowania podążać będą za nami jak kula u nogi, często niczym niechciany bagaż o którym wolelibyśmy zapomnieć. Cały czas staramy się więc coś w sobie zmieniać, tworzyć coraz to nowszy wizerunek samych siebie, usiłując odciąć się grubym murem od popełnionych w przeszłości błędów, wmawiamy sobie, że możemy przejąć nad nimi kontrolę, podczas gdy niekiedy nasze własne obecne życie wymyka nam się z rąk, a przeszłość uderza w nas ze zdwojoną siłą zaledwie z dnia na dzień jako przykra niespodzianka.
W odpowiedzi na pytanie, co dokładnie rządzi życiem człowieka, nie sposób jest nie powrócić pamięcią do tego, jak rozwinęliśmy się na przestrzeni lat, każdego dnia stając się kimś nowszym, w naszej percepcji – lepszym. Uciekamy tym samym od swoich dziecięcych porażek, usiłując ukazać innym i sobie samym, że jesteśmy kimś więcej niż „tylko sobą”. Jesteśmy ponad tym wszystkim, gdzie nieszczęścia nie mogą nas już dosięgnąć – i przywołując tutaj przykład Edypa próbującego oszukać swe nieszczęsne przeznaczenie, który także omylnie twierdził, iż jest w stanie pokonać unoszące się nad nim fatum – tak jak on toniemy we własnej pysze, sądząc, że to my ustalamy, co rządzi naszym życiem. Co jeśli byłoby to jednak jedynie częściowo prawdą?
Spójrzmy na ten problem z innej perspektywy. Każdy istotny wybór, podejmowany przez nas jest niemal zawsze kierowany chęcią rozwoju, stania się kimś lepszym. Podjęliśmy świadomą decyzję o rozpoczęciu nauki w liceum po to, by wyjść z niego z większą wiedzą, skierować się następnie na studia, by zostać ostatecznie kimś poważanym, nawet i rozpoznawalnym. Nikt z nas nie chciałby skończyć jako ktoś przypadkowy i niezauważalny, nikt nie chciałby zniknąć, za to każdy pożądałby istnienia tam, gdzie do tej pory nikt nas nie widział.
Świetnym przykładem obrazującym fakt ludzkiej chęci zaistnienia mogłaby być powieść spisana na podstawie musicalu pt. „Dear Evan Hansen” (tłum. „Drogi Evanie Hansenie”). Przedstawia ona życie wycofanego ze społeczeństwa nastolatka, Evana, którego codziennym marzeniem jest wyjście z własnego cienia i rozpoczęcie standardowego funkcjonowania wśród licealnej młodzieży, co jednak każdego dnia okazuje się trudniejsze, niż mogłoby się to zdawać na pierwszy rzut oka. W postawieniu kroku naprzód mają pomóc mu listy pisane do samego siebie, których to sporządzanie zalecił chłopakowi jego psycholog, jednakże gdy jeden z nich trafia przypadkiem w ręce szkolnego ponuraka, życie Evana zmienia się diametralnie. Nagle jedno małe kłamstwo dotyczące szkolnej tragedii powiązanej nieświadomie z listem siedemnastolatka pociąga za sobą kolejne oszustwa, którym nie sposób się było oprzeć, przeobrażając go z dnia na dzień w osobę popularną i lubianą – a co gorsze, otumaniony widokiem upragnionego życia chłopak w pewnym momencie traci poczucie granicy pomiędzy tym, co jest moralne, a co takim nie jest.
Zachowanie głównego bohatera wyżej wymienionej lektury ukazuje nam, iż każdym naszym wyborem podświadomie kieruje chęć zaistnienia za wszelką cenę. Pragniemy być widoczni dla innych jako najlepsza wersja nas samych, kreujemy siebie na osoby niemal bez skazy, pokonując wszelkie góry, by ostatecznie dotrzeć do naszej wizji perfekcji i szczęścia, w której nie ma miejsca dla dziecięcych upadków, błędów, odbiegających od ustalonych przez nas norm zachowań, które bez namysłu nazywamy dziwnymi. Idąc tym tokiem myślenia, to nie my rządzimy naszym życiem, a nasze naturalne pragnienie pokazania innym, na co nas stać. Nasza chęć bycia kimś akceptowalnym, wyróżniającym się pozytywnie na tle innych. Kimś, kto sprawuje władzę nad nieuchwytnym – nad własnym losem.
Zauważmy jednak, że nie możemy cofnąć czasu. Nie potrafimy wymazać błędów oraz ludzi, którzy je widzieli. One wciąż jak czkawka będą odbijać się w naszych kolejnych etapach życia, a jedyne, co naprawdę możemy dla siebie zrobić, to przestać gonić na łeb, na szyję za spektakularną odnową swego życia, a iść do przodu ze świadomością, że zaliczymy jeszcze masę wpadek i zapewne nieraz legniemy wśród gruzów porażki. Jednak istotą bytu człowieka jest popełnianie błędów i wyciąganie z nich nauki. Najważniejsze jest więc nie to, by uciekać przed nieuchronnym upadkiem, ale by również jako człowiek stawić mu czoła.

Kaja Klim 1A_G