Dobro własne czy dobro ogółu – bohaterowie w sytuacji wyboru

Martyna Witek, kl. 3c

Wybory towarzyszyły nam od zawsze; większe bądź też mniejsze. Jako osoby trzecie zyskujemy szersze pole widzenia i możemy spojrzeć na dany problem względnie obiektywnie, jednak nieraz zdarza nam się aż nazbyt teoretyzować. Odważę się na stwierdzenie, że nie ma wyborów złych, a jedynie niosących za sobą różne konsekwencje. Tak też wybór między dobrem własnym a dobrem ogółu jest wyborem z góry absurdalnym i niemożliwym do oceny, na którą tak wielu z nas mogłoby się pokusić. Zarówno my, jak i bohaterowie literaccy, toczymy swoje własne wewnętrzne bitwy przy życiowych dylematach, kierując się różnymi aspektami każdej z możliwych do obrania dróg. W zależności od sytuacji narzuca nam się odpowiednie reakcje, zapominając, że przecież nie ma złych wyborów, a jedynie ich następstwa.

             Podobnych wątpliwości doświadczył bohater epopei spisanej piórem Adama Mickiewicza pt. „Pan Tadeusz”. W Księdze VI Sędzia stanął przed wyborem o ogromnej wadze. W obliczu nadciągającego niebezpieczeństwa ze strony Moskali szlachta polska musiała się zjednoczyć, by stawić czoła najeźdźcy. Przez usta Księdza Robaka przemawiały do szlachcica honor, patriotyzm i oddanie dla ojczyzny, lecz na drodze do osiągnięcia tej utopijnej wizji walki stanęły własne, lokalne problemy, z którymi borykał się dziedzic Sopliców. Spór z rodem Horeszków w pełni zajmował myśli Sędziego, przez co wygrana w procesie stała się dla niego priorytetem. Wybór dobra jednostki zwykle wynika z silnych emocji i wspomniana sytuacja nie stanowi wyjątku. Sędzia traktował ten konflikt jako sprawę honoru i to nie tylko w obronie dumy własnej, ale także rodowej, gdyż „Soplice nie zwykli się godzić; gdy pozwą, muszą wygrać”. Swoiste poczucie wyższości, a co za tym idzie – pewność co do swojej racji sprawiły, że nie spocznie, nim nie zdobędzie należnego mu zamku. „Wszak jestem starszy wiekiem, jestem na urzędzie!” – mówił do swojego rozmówcy. Oficjalne przeprosiny Hrabiego stanowiłyby lek na urażoną dumę Soplicy. Emocje miały tutaj decydujący głos i ostateczny wpływ na wybór Sędziego, dla którego walka w obronie ojczyzny była niezwykle ważna, jednak nie na tyle, by z jej powodu przymusić się do zakopania wojennego topora z Horeszkami. Choć duch patriotyzmu wołał go ku sobie, nadal nie potrafił uporać się z własnymi wątpliwościami: „[…] skrzywdził mnie, już zapozwałem, czyż wypada…”.

            Ten dylemat nabiera większego wydźwięku, gdy uwzględnimy w nim wartości sławione w romantyzmie, a których krzewicielem był obecny przy rozmowie Ksiądz Robak. Doświadczenie zaborów sprawiło, że naród polski w tych trudnych czasach szczególnie cenił sobie oddanie ojczyźnie. Poczucie jedności rozrzuconych po świecie rodaków oraz wola walki o niezależną Polskę znalazły swoje miejsce w wielu ówczesnych utworach literackich, zyskując swych zwolenników i kolejnych piewców. Dlatego też w czasach tak mocno sławiących umiłowanie do narodu wybór Sędziego mógłby świadczyć negatywnie o jego patriotycznej postawie, gdyż stawiał proces i własną dumę ponad dobro kraju.

            Nie oznacza to jednak, że zjednoczenie sił w obronie ojczyzny było jedyną słuszną drogą. Pogodzenie się z Hrabią wymagałoby od Sędziego poświęcenia i licznych ustępstw, które mogłyby zaistnieć tylko wtedy, gdyby okazał odrobinę pokory i bezinteresowności. Zamek został według prawa nadany Soplicom, przez co Hrabiemu z początku nieszczególnie na nim zależało. Dopiero Gerwazy i jego barwna opowieść o zabójstwie Stolnika wzbudzili w magnacie nagłą porywczość i żądzę zadośćuczynienia za krzywdę wyrządzoną dalekiemu krewnemu przez Jacka Soplicę. Bez interwencji i manipulacji klucznika proces mógłby przebiec znacznie łagodniej i bez angażowania w to szlachty zaściankowej tylko czekającej na okazję do zrobienia użytku ze swoich szabli niezależnie od sprawy, w imię której walczą. Mocą sprawczą tego konfliktu był Gerwazy, choć jego argumenty opierały się na oglądzie sytuacji ściśle subiektywnym (przez bezgraniczne oddanie Horeszkom) oraz niekompletnym (przemilczał fakt, że Stolnik u progu śmierci przebaczył swojemu zabójcy). Z tego powodu racja nadal leży po stronie Sędziego, dlatego miał prawo walczyć w jej obronie, odkładając na bok odległe sprawy kraju. Wybranie dobra własnego przychodzi nam szybciej i naturalniej przez targające nami emocje szczególnie, gdy jesteśmy przekonani o słuszności swojej sprawy. Sędzia nie jest tutaj wyjątkiem, jednak znów – błędem byłoby nazwanie tego wyboru złym.

             Istnieli także tacy, którzy opowiedzieli się po stronie ogółu. Można tutaj wymienić Raymonda Ramberta z powieści Alberta Camusa pt. „Dżuma”. Ten młody dziennikarz po długich zmaganiach zadecydował, że czynnie wspomoże społeczeństwo Oranu w walce z epidemią, choć mógł obrać zgoła odmienną ścieżkę. On również miał prawo walczyć o własne szczęście i nikt nie powinien mu złorzeczyć za próby opuszczenia miasta pod kwarantanną. Los sprawił, że znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, przez co następne dziewięć miesięcy spędził w obcym, trawionym chorobą mieście oddalony tysiące kilometrów od ukochanej będącej w Paryżu. Piekło dżumy i wszechobecnej, obrzydliwej śmierci zmieniły Ramberta i jego patrzenie na świat. Rezygnacja z ucieczki wymagała od niego nie lada poświęcenia, na które nie każdy by się zdobył. Świadczyła o ogromnej dojrzałości oraz wrażliwości na krzywdę innych do tego stopnia, że kładł na szali własne życie podczas służby w oddziałach sanitarnych. Przy jego wyborze istotną rolę odgrywał lekarz Rieux nieustający w walce o zdrowie i życie swoich pacjentów. Ponadto dzielił on los Raymonda, będąc w długotrwałej rozłące z chorującą żoną. To wszystko sprowadziło dziennikarza do konkluzji, że szczęście, za którym pędził tak niestrudzenie, może nabrać goryczy, gdy zdobędzie się je kosztem drugiej osoby.

            Ta niezwykle altruistyczna postawa była wynikiem przemiany wewnętrznej Ramberta. Uświadomił sobie egoizm płynący z pogoni za własnymi pragnieniami, po którym szukał zadośćuczynienia w pomocy dla dobra wspólnego. Podobny proces nie jest indywidualną cechą bohaterów „Dżumy”, a zjawiskiem uniwersalnym. Nie bez powodu mówi się o wieloznaczeniowości utworu Camusa i mnogości interpretacji zarówno historii, jak i postawy występujących w niej postaci. Rambert jest w ten opowieści postacią dynamiczną, która oddaje się pomocy innych, czyniąc dobro społeczeństwa swoim własnym dobrem. Jego wybór mógł przynieść przeróżne, niekoniecznie pożądane skutki, lecz udało mu się przetrwać próbę dżumy i zatriumfować w ostatecznym rozrachunku. W historii zdarzało się wiele osób, na których poświęcenie w imię wyższego dobra sprowadziło zgubę i sromotną klęskę. Dowodzi o tym tak liczny poczet męczenników nie tylko w dziejach Polski, ale także całego świata.

            Odważę się przedstawić jeszcze jeden dość kontrowersyjny w swej naturze przykład. Studio Naughty Dog odpowiedzialne za stworzenie opartej na przetrwaniu gry akcji o tytule „The Last of Us” postawiło głównego bohatera Joela, a tym samym aktywnego gracza, przed wyborem między wspomnianym wielokrotnie w tej pracy dobrem własnym a dobrem ogółu. W świecie gry ludzkość została zdziesiątkowana przez ewolucję pewnego grzyba, który przeobrażał ludzkich żywicieli w agresywne bestie. Los chciał, żeby Joel jako jeden z nielicznych ocalałych napotkał na swej drodze młodą dziewczynę, Ellie, której organizm był w stanie przezwyciężyć infekcję. Dalsze badania stały się kluczem do odkrycia szczepionki na zabójczego grzyba, jednakże miały one swoją cenę – życie nastolatki, jednej osoby spośród miliona innych. Odpowiedź wydawałaby się prosta, lecz po głębszej analizie wynalezienie leku budziło wiele wątpliwości, jak chociażby jego potwierdzona skuteczność i dalsze zastosowanie. Ocalała ludność dzieliła się na wiele, często skłóconych ze sobą obozów, dlatego szczepionka nie działałaby na korzyść ogółu, a zaledwie jednej z grup, by w późniejszym czasie przeobrazić się w środek płatniczy lub narzędzie terroru dla jej zdobywców. Były to przypuszczalne skutki w tym wyborze.

            Gdyby do wyboru faktycznie doszło. Najważniejszą osobą w całym tym sporze była Ellie, którą do samego końca utrzymywano w niewiedzy o pewnej śmierci. Bieg historii zależał wyłącznie od reakcji Joela. Sytuacja ta służy mi za przykład, w którym utopijne szczęście społeczeństwa nie jest warte cierpienia jednostki. Znów nasuwa nam się tutaj motyw męczennika, który, co gorsza – ginie nadaremno w imię urojonego dobrodziejstwa ludzkości.

            Podsumowując powyższe rozważania, niemożliwe jest wskazanie jedynego, słusznego wyboru. Wynika to z tego, że nie istnieją na świecie dwie identyczne osoby, także w kontekście moralnym. W wielu przypadkach decyzje podejmujemy w oparciu o emocje w tym konkretnym momencie, uwzględniając przy tym własne doświadczenia oraz opinię otoczenia. Od niepamiętnych czasów zwiększaliśmy swoje szanse na przetrwanie poprzez tworzenie społeczności, a warunkiem ich utrzymania i dobrego funkcjonowania była ogólnie pojęta współpraca. Tysiąclecia ludzkości ujawniają, jak na przestrzeni lat człowiek postrzegał zależność między jednostką a grupą. Nawet współcześnie wciąż napotykamy zwolenników i przeciwników indywidualizmu czy kolektywizmu. Na naszą hierarchię wartości wpływa mnóstwo czynników. Podobnie działo się w przypadku szlachty żyjącej w epoce romantyzmu, mieszkańców trawionego chorobą miasta czy tych niewielu, którzy przeżyli apokalipsę. Wybór między dobrem ogółu a jednostki stanowi obraz walki człowieka między dwoma odmiennymi pragnieniami, w której emocje odgrywają najważniejszą rolę.